"Graf Zeppelin", czyli na co Niemcom lotniskowiec?
Ostatnio odkryty wrak jedynego, niemieckiego lotniskowca na nowo rozbudził dyskusję na temat ogólnej przydatności floty lotniskowców w nazistowskiej III Rzeszy.
Graf Zeppelin miał być pierwszym lotniskowcem z zaplanowanej grupy czterech podobnych jednostek, których budowa została zapowiedziana przez Hitlera w 1935 roku. W ówczesnych czasach, Hitler zapewne chciał przynajmniej
częsciowo dorównać flocie angielskiej i dlatego postanowił o stworzeniu własnej floty lotniskowców.
Już od samych początków prac projektowych niemcy napotkali duże trudności. Głównym problemem był za pewne brak doświadczenia w budowie okrętów tej klasy. Spowodowane to było faktem, iż po I Wojnie Światowej zabroniono pokonanym
niemcom budowy lotniskowców, więc nie było szansy wykrztałcić odpowiedniej kadry inżynierskiej. W ten sposób samo opracownie planów nigdy wcześniej nie budowanych okrętów nastręczało duże problemy. Aby "ułatwić" sobie zadanie,
wywiad niemiecki próbował wykraść plany angielskich lotniskowców, a jesienią 35 roku wysłano do Japonii zespół techników, którzy zwiedzili lotniskowiec Akagi i uzyskali od japonczyków kopię jego planów.
Dużym problemem w trakcie projektowania okrętu, była także nieufność admiralicji przywykłej do klasycznej bitwy morskiej z użyciem pancerników i ich olbrzymich dział. Obraz lotniskowca uzbrojonego w "słabą" artylerię przedstawiał
się dla dowództwa niepraktycznie(!), skoro do jego osłony trzeba było wyznaczyć inne okręty. pomimo tych przeciwności ostatecznie 28 grudnia 1936 roku położono stępkę pod okręt, a po prawie dwóch latach 2 grudnia 1938 roku zwodowano
w obecności Fuhrera, zbudowany w 60-70% okręt.
Niestety tak jak na samym początku, tak i teraz budowie okrętu przybywalo problemów. Głównym z nich stała się niechęć samego Goeringa dla lotnictwa Marynarki Wojennej, który to cały czas hamował budowę statku. Ostatcznie na wiosnę
1940 roku, Goeringowi udało się przekonać Hitlera nad koniecznością zawieszenia prac nad lotniskowcami (razem z Graf Zeppelinem budowano bliźniaczą jednostkę "Peter Strasser").
Także projektowane dla przyszłych lotniskowców morskie wersje samolotów Me109 i Ju87, napotykały ciągłe trudności. W ciągu całej "przygody" z lotniskowcami, udało się jedynie przebudować kilka szturmowców Ju87 ze składanymi skrzydłami
oraz kilkadziesiąt (?) myśliph/zeppelin_8wców Me109 w wersjach T-1 i T-2. Rozpoczęto nawet szkolenie przyszłych pilotów, mających stacjonować na Grafie, używajac do szkolenia m.in krótkich pasów startowych, symulujących pokład okrętu.
Ostatecznie w 1941 roku Hitler polecił wznowienie prac nad budową Graf Zeppelina, w związku z planowaniem użycia lotniskowca do niszczenia kkonwojów dla angliów na Morzu Północnym. Jednakże zmiana sytuacji Rzeszy po rozpoczęciu wojny z
Rosją i całkowite przestawienie się Marynarki Wojennej na budowę u-botów, spowodowało ostatecznie anulowanie budowy lotniskowców i w 43 roku Hitler polecił zaprzestanie budowy. Ukończony w ponad 90% okręt odholowano do Szczecina, a całe
uzbrojenie zdemontowano, z czego część przetransportowano do Norwegii, gdzie służyło, jako element obrony wybrzeża.
Po wojnie okręt przypadł rosjanom, którym alianci próbowali wperswadować zniszczenie niedokończonego lotniskowca. Z uzyskanych dokumentów wynika jednak, iż pierwotnie rosjanie planowali użycie lotniskowca, jako wzorca do budowy własnych
jednostek tego typu. Ostatecznie okręt posłużył sowietom za cel ćwiczebny, dając cenne wskazówki co do ewentualnej, przyszłej walki z lotniskowcami "imperialistycznej" Ameryki.
Powyższy tekst miał w zamiarze przybliżyć historię lotniskowców Trzeciej Rzeszy dla tych, którzy w ogóle nie orientowali się, iż Niemcy próbowali stworzyć własną flotę lotniskowców. Teraz przejdźmy może do głównego tematu artykułu, czyli...
czy w ogóle warto było poświęcać niebagatelne środki na budowę okrętu-widmo.
Cofając się aż do samych początków projektu, musimy zauważyć, że sama idea budowy lotniskowców była jak najbardziej słuszną ideą. Historia działań Lotniskowcowych Grup Operacyjnych na Pacyfiku, dowiodły niezwykłej skuteczności takich zespołów,
jednakże wojna na Pacyfiku, była zupełnie inną wojną niż ta, która miała miejsce na Atlantyku.
Pacyfik to w większości odludne, puste przestrzenie oceanu z nielicznymi skrawkami ziemii, zazwyczaj zresztą pod postacią niewielkich wysepek. Dlatego też działania na tym terenie wymuszały stosowanie wielkich zespołów okrętowych, którym największe
bezpieczeństwo mogło zapewnić lotnictwo, operujące z lotniskowców.
Natomiast panowanie nad Atlantykiem nie wiązało sie z opanowywaniem jakichkolwiek wysp na nim leżących (bo i takich teoretycznie nie było). Kluczem do panowania nad tym oceanem, było sprawowanie kontroli nad istotnymi krajami, takimi jak Wielka Brytania, Norwegia, czy Francja.
Jak dowiodła rzeczywistość Niemcy tylko częściowo "zapanowali" nad Atlantykiem w pierwszych latach wojny, dzięki użyciu "Wilczych Stad". Czy gdyby do dyspozycji mieli wtedy lotniskowce, poszło by im lepiej?
Oczywiście możemy się tylko nad tym zastanawiać, bo o ile sprawne użycie Lotniskowcowych Grup Operacyjnych, operujących z Norwegii i Francji, nie tylko skutecznie mogło by zaszkodzić konwojom z Ameryki do W. Brytanii; to i także mogło by wydatnie wspomóc ewentualny desant sił
niemieckich na angielskie ziemie. Niestety by miało to miejsce, Niemcy powinni w 36 roku rozpocząć budowę nie dwóch lotniskowców, a przynajmniej 4-6. Jednakże tutaj trafiamy na znaczący element w polityce wojennej ówczesnych Niemiec.
Hitler zapewne przekonany już o słuszności przyszłej wojny z Zachodem, zakładał raczej walkę na terenie kontynentalnej Europy i teoretycznie walka morska z Wielką Brytanią nie była brana pod uwagę. Także przemysł zbrojeniowy skupiał swój wysiłek na budowie sprzętu przeznaczonego do walki na lądzie i w powietrzu.
Z drugiej strony, niechęć admiralicji wobec nowego rodzaju okretów, pojawiąjąca się już w fazie projektownia przyszłych lotniskowców, miała także znaczący wpływ na kształtowanie się myśli o stosowaniu tych okrętów w praktyce. Dowództwo przywykłe do rozpatrywania bitwy morskiej
przy użyciu potężnych dział pancerników, nie mogło pogodzić sie z myślą o okręcie, którego siłę stanowić miały nie olbrzymie działa, a samoloty.
Tak więc można powiedzieć, że jakakolwiek przyszłość lotniskowców w składzie Kriegsmarine, była skazana na niepowodzenie już w trakcie ich projektowania. Po raz kolejny "twardogłowi" oficerowie, nie widzieli zastosowania dla nowego rodzaju broni.
Gdyby jednak Hitler konsekwentnie podążał w kwestii uzbrojenia Marynarki Wojennej w lotniskowce, obraz walk o Atlantyk z pewnością mógłby wyglądać całkiem inaczej.
Oczywiście samo posiadanie nawet kilku lotniskowców o niczym by nie świadczyło, bowiem jak wiemy, by okręty te dobrze wykonywały powierzone im zadania, musiały by wchodzić w skład wiekszych grup operacyjnych, a za czym idzie większy wysiłek przemysłu zbrojeniowego ukierunkowany na budowę okrętów różnych klas.
Z drugiej strony, jak już wcześniej wspominałem, warunki wojny morskiej na Atlantyku, czy Morzu Północnym, nie wymuszały stosowania dużych zespołów okrętowych. Do skutecznego blokowania zarówno wysp brytyjskich, jak i północnego Atlantyku, z pewnosścią wystarczyły dwa zespoły
okrętów zawierające w składzie 4-6 lotniskowców. Można nawet założyć, iż w pierwszych latach wojny (1939-1942) Niemcom wystarczyłyby nawet dwa pierwotnie budowane okręty klasy Graf Zeppelin. Oczywiście wystarczyłyby, gdyby dowodziła nimi kadra odpowiedzialnych oficerów, potrafiących
wykorzystać wszelkie zalety lotniskowców w flocie. Niezwykle ważną byłaby także przychylność rządu, a tej niestety jak wiemy brakowało.
Tak więc podsumowując; lotniskowce wchodzące w skład Kriegsmarine na początku wojny, mogłyby z pewnością znacznie przyczynić się do innego przebiegu wojny w jej pierwszych latach. Idea wdrożenia tych okrętów była więc jak najbardziej słuszna, jednakże rzeczywisty obraz prac nad
lotniskowcami dowiódł, iż Rzesza nie była przygotowana ich użycie. Poświęcenie dużych zasobów na budowę Grafa Zeppelina, nie mialo z pewnością wiekszego znaczenia w ostatecznym rozrachunku i twierdzenie, że zużyte zasoby lepiej przysłużyłyby się do budowy innego sprzętu jest moim zdaniem, trochę nie na miejscu.
© meryphillia 2006
|